Bez kategorii

„La La Land” – recenzja ścieżki dźwiękowej!

Kiedy wybierałem się do kina na „La La Land” reżyserii Damiena Chazelle’a byłem przekonany, że idę na lekki musical dla rozrywki (jednocześnie alternatywę, by nie oglądać w kinie bajek lub kolejnej części Greya).
Pierwsza scena, gdy na ekranie pojawia się zbiorowy taniec ludzi, wzbudziła we mnie zapał.
Stwierdziłem, że to musi być taki musical jakiego brakowało mi od czasów „Mamma Mia” z Meryl Streep.
Szybko mój zapał zmalał, kiedy po drugiej piosence fabuła filmu zaczęła się nieco dłużyć…
W samym filmie brakowało mi poukładania wszystkiego w całość i więcej wątków pobocznych, by nie oglądać przez 80% filmu tą samą dwójkę aktorów.
Reżysersko i filmowo „La La Land” to nie jest majstersztyk. Przyjemnie się ogląda, ale filmowo-muzyczne show wszech czasów to również nie jest. Nie jakie moglibyśmy oczekiwać od laureata 6 Oscarów.

Film broni jedna i najważniejsza rzecz…muzyka! Oczywiście w przypadku musicalu oczekujemy, że będzie ona jak najlepsza.
Ścieżka dźwiękowa do „La La Land” to przyjemne z pożytecznym. Gdy weźmie ją do ręki ktoś, kto nie widział filmu, może posłuchać jazzu z różnymi elementami.
W innym przypadku, ten krążek będzie jednocześnie wspomnieniem z filmu, jak i podróżą po różnych stylach.

Podczas gdy, wielu z nas słucha jazzu tylko w restauracjach, inni żyją tą muzyką. Osobiście mógłbym słuchać godzinami tego typu muzykę, ale pod jednym warunkiem. Odbieram ten gatunek muzyki jako coś niezwykłego, gdy słyszę fortepian czy trąbke na żywo. Gdy czuje każdy dźwięk tu i teraz, mogę się odprężyć i rozkoszować muzyką.
Dlatego na co dzień nie słucham jazzowych albumów.

 

Od ścieżki dźwiękowej do filmu nie należy jednak oczekiwać wydania typowo jazzowego. Pamiętajmy, że każda piosenka to inna scena i całość może nie mieć wspólnego spoiwa. Poniżej znajdziecie moją recenzję każdej z piosenki z „La La Land”.

 

 

1. Another Day Of Sun

Wspominałem wyżej jakie wrażenie na mnie zrobiła pierwsza scena z filmu. Intensywny taniec na autostradzie, świetne wokale i znakomita muzyka. Gdyby wszystkie piosenki miały taki power, jak ta byłaby to dla mnie ulubiona ścieżka z filmu.

2. Someone In The Crowd

(Emma Stone, Callie Hernandez, Sonoya Mizuno, Jessica Rothe)

Na tej piosence muzycznie dzieje się najwięcej. Początkowo słyszymy śpiewa całej 4 kobiet, podczas gdy od 1:29 minuty pojawia się znakomite przejście. Muzyka zwalnia w momencie solowego śpiewu Emmy aby od 3:30 rozwinąć się ponownie. Bardzo lubię tego typu kawałki, a zwłaszcza gdy budują napięcie i atmosferę w filmie.

 

3. Mia & Sebastian’s Theme (Justin Hurwitz)

Instrumentalny, krótki utwór gdzie głównym sprawcą jest fortepian.

4. A Lovely Night (Ryan Gosling, Emma Stone)

W przypadku tej piosenki, śpiew Emmy i Ryana nie powalił mnie zarówno w filmie jak i po przesłuchaniu ścieżki. Sama scena ciekawa.

5. Herman’s Habit (Justin Hurwitz)

Kolejny utwór gdzie króluje jazz, tym razem nie sam fortepian.

6. City of Stars (Ryan Gosling)

Solowe piosenki Ryana nie są tym co mnie porusza w tej ścieżce. Zdecydowanie głos Ryana mógłby być zastąpiony przez kogoś innego w filmie i zyskałby na tym. To jednak moje zdanie na ten temat, a wiem że bywają inne.

7. Planetarium (Justin Hurwitz)

Bardzo przyjemny dla ucha utwór. Kompozycja lekka, przyjemna i oczywiście z elementami głównego motywu.

8. Summer Montage / Madeline (Justin Hurwitz)

Kolejna jazzowa zagrywka na krążku.

9. City of Stars (Ryan Gosling, Emma Stone)

Oscar za najlepszą piosenkę oraz Złoty Glob. Cóż więcej na temat tego duetu? Przyjemny i zdecydowanie lepszy niż 3 piętra wyżej solowy występ Ryana.

10. Start A Fire (John Legend)

Piosenka w filmie pojawiła się w odpowiednim momencie. Kiedy widz w kinie prawie mógł zasnąć, tutaj pojawia się barwna postać Johna Legend’a. „Start A Fire” to zupełne szaleństwo. Spodobała mi się tak, że postanowiłem by była piosenką tygodnia.

11. Engagement Party (Justin Hurwitz)

To ten element w „Someone In The Crowd”, który podobał mi się najbardziej. Tutaj w dużo spokojniejszej tonacji.

12. Audition (The Fools Who Dream) (Emma Stone)

Scena, którą każdy marzyciel będzie pamiętał. Uśmiechałem się, a jednocześnie wzruszałem. Emma zachwyciła mnie w tym filmie, w tej scenie powaliła. Niezwykły dystans do siebie i bardzo dobry wokal.

13. Epilogue (Justin Hurwitz)

Jeżeli chcielibyście usłyszeć wszystko jeszcze raz, to „Epiloque” wam to umożliwi w przyjemny sposób.

14. The End (Justin Hurtwitz)

To faktycznie kilka sekund prawdziwego zakończenia.

15. City of Stars (Humming)

Tutaj gdyby ktoś zapomniał, jak brzmiała melodia do City of Stars 🙂

 

Ogólna ocena 8/10

Muzyka z „La La Land” zasługuje na mocne 8 na 10 w mojej ocenie. Bez niej film ten byłby bardzo słaby i nie dostałby tak wiele nagród.
Ściężkę z filmu polecam każdemu, kto widział film i chciałby nadal słuchać te piosenki lub powspominać.
Jeżeli nie widziałeś filmu, również możesz wziąć do ręki ten krążek. Pamiętaj jednak, że to co może wydawać się nie pasujące do reszty, może wynikać z samego filmu. Do „La La Land” należy zatem podejść z… przymrużeniem oka.
Gratuluję zdobycia Oscarów za najlepszą muzykę oraz piosenkę „City of Stars”.